czwartek, 17 listopada 2011

Podróże świadomości - Szklana kula



Jeden z piekniejszych seansow. Docieram do brzegu morza i z daleka rozpoznaje moich opiekunow. Sa to dwie swiete postacie. Schyleni, z chustami lub kapturami na glowach, przewiazanymi opaskami, przypominaja Maryje i swietego Piotra. Nagle postacie te sie podnosza, wyprostowuja i widze dwoch aniolow w jasnych dlugich sukmanach, widze ich skrzydla. Nie moge powstrzymac wzruszenia. Placzac, podchodze do nich i bardzo serdecznie sie witam. Tak bardzo chcialam ich spotkac. Moja uwaga skupia sie wylacznie na nich, nie moge oderwac od nich oczu. Lodz odplywa i wtedy mam nieodparta ochote wzniesc sie z nimi w chmury, nie siedziec w lodzi. I tak zaczyna sie nasza przygoda. Prawie ze tapajac lub lekko muskajac wode unosimy sie w powietrze w kierunku wyspy. Po dotarciu do niej mam ochote poglaskac ptaszka siedzacego na czubku najwyzszego drzewa. Wznosimy sie z lekkoscia, glaszcze ptaszka i daje mu buzi. Idziemy, albo raczej unosimy sie dalej, docieramy do lasu, tam slysze zabke, ktora musze tez poglaskac. Jestem po prostu przeszczesliwa. Poniewaz mamy sporo czasu, moi mili aniolowie robia ze mna jeszcze kurs lotu nad wyspa – lecimy zygzakiem, mamy duzo czasu. Docieramy do jaskini. Moi opiekunowie siadaja na kamieniach nad jeziorem, natomiast ja powtarzam rytual z poprzedniego senasu. Mam przyciagnac swiatelko znajdujace sie na tafli jeziora, usadowic pomiedzy oczami, wciagnac do srodka glowy, zamienic w kule, wejsc do niej swoja swiadomoscia i potem z lekkoscia uniesc sie, byc w kuli, byc ta kula. Zadanie udaje mi sie natychmiast. Jestem kula i unosze sie nad jeziorem. Coraz wyzej, ponad sama kopule. Wtedy zachecam anioly, zeby do mnie dolaczyly. Podjezdzam do nich i biore ich na zwiedzanie jaskini. Najpierw jeszcze raz ogladamy kopule jaskini nad samym jeziorem. Jest ogromna. Potem udajemy sie korytarzami w glab skaly, te korytarze prowadza nas do poteznej jaskini w skorupie skalnej, ta wielkosc mozna tylko porownac do scenariusza „Pana pierscienia”. Ogrom, kilkusetmetrowa jaskinia. W srodku znajduje sie mniejsza skala z serpentynowym wjazdem pod gore. Wlatujemy tam. Docieramy do jej szczytu i ogladamy z tej perspektywy cala jaskinie. Ogrom. Wznosimy sie do gory, azeby przyjrzec sie jej ornamentom. Z daleka wygladaja jak precyzyjnie, koronkowo wyrzezbione sciany i alkowy. Z bliska widac wyraznie, ze to nie reka czlowieka wyrzezbila te sciany, tylko woda. Piekna naturalna rzezba. Jestesmy na niesamowicie duzej wysokosci. Unosimy sie bez wysilku, z fascynujaca lekkoscia. W jednej z alkow widze z poczatku tylko zlote promienie i zarys jakiejs postaci. Przyblizamy sie i widze siedzaca tam kobiete, z ktorej emanuje i promieniuje tylko zloto. Cala jej wspaniala odziez jest rowniez w zlocie. Przyblizam sie, widze jej przepiekne, nieskazitelne rysy, cala postac emanuje miloscia. Musze ja pocalowac. Robie to. Kursujemy jeszcze po tej jaskini, powoli jednak musimy przygotowac sie do powrotu. Obnizamy loty, docieramy do naszej jaskini z jeziorem. Tam zakanczam kontakt ze swiatelkiem, odsylam je z powrotem na jezioro. Wraz z moimi opiekunami wychodzimy z jaskini, wracamy do lodzi. W dzungli stapam twardo po ziemi, przezywam ten ponowny kontakt z ziemia. Po dotarciu jednak do piasku i plazy, mam jeszcze raz ochote pofrunac z moimi aniolami. Unosza mnie wprawdzie, ale dla rozroby zrzucaja mnie na piasek, przy czym ja rozkladam sie na nim jak zaba. Musze sie glosno smiac. To jest w tym seansie najbardziej fascynujace. Jestes w tak dalekiej podrozy i jednoczesnie obecna na sali sesyjnej. Czujesz sie obecna przez caly czas. Od czasu do czasu nie mozesz ruszac swoimi czlonkami, ale wiekszosc czasu masz kontrole nad swoim cialem. I jestes mimo to tak daleko!
Po tym upadku obserwuje ciekawe zjawisko. Widze przez moment zranione, lekko rozowe ( nie zakrwawione, ale ze sladami zranienia) skrzydlo. Zaraz potem widze takze zaczerwieniona lub zarozowiona wode w morzu. Tak jakby to skrzydlo zostalo wyplukane w wodzie, albo jakby sie do wody dostala krew. W kazdym razie zadalam sobie pytanie – jak to jest mozliwe? Anioly sie przeciez nie kalecza. A to w koncu ja upadlam – ALE PRZECIEZ JA NIE JESTEM ANIOLEM??? To pytanie mnie dosyc mocno zastanowilo.... Po dotarciu do brzegu na ladzie trudno mi bylo rozstac sie z moimi ukochanymi aniolami, znowu polaly sie lzy. Nie moglam sie z nimi rozstac... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz