Równoległe Swiaty


„Celem mojego życia na tym poziomie istnienia było
przekształcenie się w Nieznanego Boga — którym, jak
później odkryłem, byłem ja sam — oraz przekroczenie
wymiarów, aby zagłębić się w przygodach nieskończoności.
Tak też zrobiłem i w dalszym ciągu robię.
Wróciłem, aby wam powiedzieć, że te same przygody
czekają także was, kiedy obejmiecie całość życia tutaj
tak, jak ja to zrobiłem"
 Ramtha, BIALA KSIEGA

Przekroczeniem wymiarów naszej rzeczywistości są podróże w czasoprzestrzeni do nieograniczonych miejsc wszechświata. One są dla nas wszystkich osiągalne....

...."Jednakże pomiędzy wyobrażonymi ideami w jednym momencie czasu, a ich urzeczywistnieniem się w drugim musi istnieć coś, co je łączy. W jakiś sposób w tkaninie wszechświata musi istnieć połączenie między przeszłymi wyobrażeniami a obecnymi i przyszłymi rzeczywistościami. Einstein mocno wierzył, iż przeszłość i przyszłość są intymnie splecione, jako tworzywo czwartego wymiaru, rzeczywistość, którą nazwał czasoprzestrzenią. "Rozróżnienie pomiędzy przeszłością, teraźniejszością a przyszłością" - powiedział - " jest tylko uporczywie utrzymującą się iluzją. A więc odkrywamy w sposób, który dopiero zaczynamy rozumieć, iż jestesmy połączeni nie tylko ze wszystkim, co widzimy w naszym życiu, ale także ze wszystkim, co kiedykolwiek istniało, jak również rzeczami, które się jeszcze nie wydarzyły. A to, czego właśnie doświadczamy, jest wynikiem wydarzeń, które miały miejsce (przynajmniej częściowo) w tym wymiarze wszechświata, jakiego nawet nie możemy ujrzeć. Konsekwencje tego związku są ogromne. W świecie, gdzie inteligentne pole energii lączy wszystko, od globalnego pokoju po osobiste uleczenie, wszystko to, co mogłoby brzmieć jak fantazja i cuda w przeszłości, nagle staje się możliwe w naszym zyciu..." Gregg Braden, BOSKA MATRYCA

Podróże w inne Rzeczywistości



4.12.2011 Loty orła

Wiele razy w mojej innej rzeczywistości stawałam się orłem. Czasem świadomie, ażeby przeżyć tą niezwykłą moc latania. Często jednak ten motyw wracał we śnie, zawsze w identycznej scenerii i czasoprzestrzeni, przypominając mi o innej formie mojego istnienia.
Znajdowałam się na szczycie dosyć płaskiego, lecz bardzo stromego pasma gór. Przed wyborem miejsca, gdzie rozpościerałam skrzydła do lotu, chodziłam w tą i z powrotem, rozglądajac sie wokół. Czasem patrzyłam w dół i wtedy ogarniało mnie dziwne uczucie lęku przed tą przestrzenią, czasem strach przed spadnięciem. Najwyraźniej odczuwałam swoją ludzką część jaźni, która towarzyszyła mi do momentu oderwania się od ziemi... Gdy ten moment następował, nie istniało już nic więcej poza pięknem bycia w przestrzeni. Z początku leciałam z ogromną prędkością w dół i jakieś 20-30 m nad ziemią rozpościerałam wielkie orle skrzydła, ażeby wznieść się znowu do góry. W tym czasie zdawałam sobie sprawę, że jako człowiek, spadając poniosłabym pewną śmierć. Jednak nigdy nie zatraciłam pewności, że to nie nastąpi. To było wspaniałe doświadczenie. Czułam każdy powiew wiatru i często unosiłam się razem z nim lub krążyłam w kółko bez potrzeby uruchamiania energii skrzydeł. Ich powierzchnia i geometria wystarczała, ażeby się utrzymać w  powietrzu. Podfruwałam do gniazda w skale, gdzie spędzałam czas, obserwując okolice. W niektórych scenach zaopatrywałam wyklęte pisklęta w pokarm, zdobywając go, polując na drobną zwierzynę. Nigdy nie widziałam momentu zabijania zwierzaków, ale czułam przy tym siłę narturalnego zwierzęcego instynktu. Będąc orłem, czułam niezwykłą siłę, odwagę,  instynkt i niezwykle silne zjednoczenie z narturą.




15.11.11 Spotkanie z bratnią duszą

Obudziło się we mnie pragnienie spotkania z bratnią duszą – tą duszą, z którą łączy mnie najpiękniejsza, najbliższa i najdłuższa relacja, jaka mogła zaistnieć pomiędzy dwojgiem ludzi.
Pragnę odzyskać świadomość moich poprzednich wcieleń, sprowadzając ją do miejsca doczesnego początku relacji mojej duszy z inna Jaźnią Indywidualności, będącą moją „bratnią duszą”.... Moja jaźń wysłała zatem dwie jaźnie indywidualności do tej samej chwili i czasoprzestrzeni, ażeby choć na chwilę spleść się z moją ukochaną drugą połową.... Czy ją spotkam?

Skupiam uwagę na treści mojego zadania i pozwalam swojemu ciału mentalnemu przenieść moją Jaźń na to spotkanie....
.... Znajduję się w czółnie płynącym bezszelestnie pomiędzy szuwarami rozległego wodnego akwenu. Płynę z moim mężem. Jesteśmy indianami. Ja mam zaplecione długie, czarne warkocze, na czole przepaskę. Mój mąż ma również długie, czarne rozpuszczone włosy i przepaskę, w którą włożone jest duże orle pióro. Z nami płynie więcej osób w czółnach, jednak nie hałasujemy. Rozmawiamy spokojnym, przyciszonym głosem w nieznanym mi języku. Słyszę każde wypowiadane obce słowo, ale rozumiem treść. Mówimy o tym, że wkrótce musi nastąpić zmiana wodza szczepu i dzisiaj po południu musimy na spotkaniu starszyzny ten temat zaanonsować. Dopływamy do indianskiej wioski i w tym czasie do brzegu przybiegają małe dzieci i mlodzież, wszyscy usmiechnięci. Jeden z chlopców pomaga mi wysiąść na brzeg, inni wciągają czółna. Cieszę się, że jestem w domu. Czule witam się z dziecmi, żartujemy, śmiejemy się. Przez cały czas mojej wizji panuje cudowna atmosfera serdeczności, zrozumienia i szacunku. Wioska indiańska położona jest przecudnie, nad jeziorem, w tle dużych gór. Mam wrażenie, że jestem w Peru, nad jeziorem Titicaca. Czy mój szczep zaliczał się do  Prainków? To by tłumaczyło tutejszą wysoką kulturę.... Duża część indiańskich kobiet zajęta jest tkactwem, wszystkie ubrane jesteśmy w pięknie utkane odzienia. Pojawia mi się scena w namiocie starszyzny. Ogarniam wzrokiem wszystkich obecnych i dziwię się, że tylko ja i mój mąż jesteśmy w średnim wieku,  a poza tym są sami mlodzi ludzie. Nasze dzieci? Przedstawiamy im naszą decyzję przekazania młodym funkcji zarządzania szczepem i że muszą z pośród siebie kogoś na tą funkcję wybrać. Rozpoczyna sie dyskusja. Bardzo kulturalna. Wszyscy się bardzo spokojnie i rzeczowo wypowiadają. To mnie mile ździwiło (moja Jaźń z aktualnej czasoprzestrzeni). Skąd u tych pra- pra przodków tak wysoka kultura cywilizacyjna? Byłam szczęśliwa, że spotkanie zakończyło się ustaleniem dalszych procedur wyboru wodza, która została zaplanowana na inny dzień. Jeszcze w namiocie wszyscy się serdecznie objęlismy, czule glaskałam moich chłopaków po głowie. Byłam z nich dumna...
Kiedy wychodziliśmy z mężem z namiotu, słońce chyliło się ku zachodowi. Udalismy się na naszą ulubioną skarpę, objęlismy się czule, a potem złożyliśmy podziękowanie naszemu RA - Bogu – Słońcu, zmawiając przez cały akt zachodu cichą modlitwę...

Ten krótki moment zjednoczenia naszych Jaźni wystarczył, by obudzić we mnie uczucie wdzięczności i bezgranicznej miłości do wszystkich, którzy kochają... W aktualnej rzeczywistości uśmiecham się wewnętrznie w momentach przebudzenia ogromnej tęsknoty, gdyż już wiem, skąd się bierze i do kogo jest adresowana....



11.11.11 Spotkanie z Jezusem.

Przed seansem wizualizacji zadałam sobie konkretne zadanie:
„Idę do zamku, w którym spotkam Jezusa i on mi coś przekaże”. Otrzymałam taki obraz:

Idę drogą do zamku, otwieram wrota, drzwi okute żelazem, wchodzę do środka, gdzie czekają na mnie dwie kobiety. Mówię im o co mi chodzi i one kierują mnie w stronę schodow schodzących do podziemia. Odprowadzają mnie do schodów i przekazują prowadzenie do podziemi schylonemu garbatemu mężczyźnie. Na początku nie przyjmuję tej pomocy, mówie im, że sobie poradzę. Ale kobiety informują mnie, że on musi mnie poprowadzić, bo tylko on zna drogę do Jezusa. Schodzimy zatem po schodach ze zniczami, droga prowadzi do długiego korytarza, którym dalej idziemy. Docieramy do ciężkich drzwi, które mężczyzna otwiera – i wtedy pokazuje się piękny obraz. Błękit nieba, nieograniczone połacie łąk, ciągnące się w nieskończoność, z pagórkami, dróżkami, pięknie kwitnącymi drzewami. Zegnam się z mężczyzną, zachwycając się obrazem. Ale tak naprawdę nie wiem, gdzie mam dalej iść. Mam pełne zaufanie, wiem, że spotkam Jezusa. Postanawiam iść powoli jedną wybraną dróżką. Wiem, że Jezus znajduje się ze swoim stadem owieczek. Rozglądam się, ale nigdzie ich nie widzę. I wtedy zapada zmrok. Robi się coraz ciemniej i wiem, że będzie trudno go spotkać w ciemności. I wtedy pojawia się na drodze swiatełko, potem robi się coraz jaśniejsze, tak że mogę dostrzec kontury idącego w moją stronę mężczyzny. To Jezus! Serce bije mi coraz mocniej z radości i podniecenia. W tle leci muzyka, w rytm której Jezus zaczyna tańczyć. Podchodzi do mnie radosny tanecznym krokiem, uśmiechnięty wita się ze mna. Wtedy czuję wokół nas wiele osób, bardzo dużą gromadę. Witam sie radośnie z Jezusem, tańczymy małą chwilkę i wtedy mówię mu, że ma mi coś przekazać. Wtedy Jezus przekazuje mi nastepującą rzecz:

Program, który realizujesz jest bardzo ważny i cieszę się, że jesteś już na właściwej drodze do zakomunikowania go światu. Dzisiaj nie trzeba opuszczać własnego gniazda, ażeby przekazać przesłanie. Internet spełnia dzisiaj funkcję ważniejszych zbiorowych przekazów misjonarskich. Jest nowoczesną formą przekazu informacji, której nie wolno lekceważyc. Codzienna praca, wiele kontaktów, głosić prawdę, głosić przeslanie. Tedy droga!

Tą wizję mialam 26 marca 2011. Od tego czasu minęło kilka miesiecy, informacje, które otrzymywałam, są już udostępnione na blogu  http://przeslanie.blogspot.com. Dlaczego publikuję ten tekst? Bo jest obrazem naszej równoległej rzeczywistości, w której każdy z nas może się w każdej chwili spotkać z wybranymi duchowymi przewodnikami, ukochanymi osobami bądź przenieść się w tajemnicze miejsce swojego wyboru. Posiadamy tą moc, wystarczy skoncentrować się na konkretnym temacie i zadać sobie określone polecenie. Bez świadomej koncentracji na celu, przebywanie w równołeglych światach nie da tak realnego obrazu.  

12.01.2014. Informacja uzupełniająca: Nie jest to jedyne spotkanie z Jezusem, które miałam szczęście doświadczać już od wczesnego dzieciństwa. Pierwsze spotkanie z nim nastąpiło, gdy miałam dwa i pół roczku, kiedy z mocnymi poparzeniami leżałam przez pół roku w szpitalu i kiedy lekarze, po wielokrotnych przeszczepach skóry,  nie dawali moim rodzicom szansy na wyzdrowienie. Jezus mnie uzdrowił i od tego czasu jest moim życiowym towarzyszem. Do tego spotkania nawiązuję na moich blogach wielokrotnie.

Jego słowa, które wypowiedział w tym wyżej opisanym spotkaniu dotyczyły realizacji projektu opisanego w mojej książce "Droga do przyszłości!". Jest ona dostępna w formacie pdf tutaj: http://przeslanie.blogspot.de/2011/05/droga-do-przyszlosci-w-formacje-pdf.html.





7.11.11 Szamańska podróż w głąb Ziemi. Co mnie tam spotka? Zadałam sobie polecenie: "Wchodzę tam, ażeby przenieść się do innego świata".

Znajduję się w pokoju, obniżam przez sufit na konary drzewa, po konarach do korony, koroną drzewa do głębi ziemi. Zagłębiając się w niej, czuję jej ciepło, dotykam korzeni drzewa. Docieram w głębi ziemi do jaskini. Tam znajduje sie otwór, do którego muszę wejść. Teraz jednak muszę uświadomić sobie, po co tam wchodzę. Powtarzam stanowczo w myślach - wchodzę tam, ażeby przenieść się do innego świata.  Weszłam do tego otworu, który był początkiem długiego podziemnego korytarza, jakby rury lecącej cały czas w dół. Czuję, jak spadam w dół. Wreszcie gdzieś docieram. Dłuższy czas towarzyszy mi ciemność, lecz po jakimś czasie pojawiła się wizja. Jestem wężem, siedzącym na drzewie w starej dżungli. Pod nim stoi kilku tubylców, przekazujących mi telepatycznie jakąś wiadomość. Wtedy spełzłam z konaru drzewa na ziemię, pełzam po ziemi i docieram do jeziora. Zagłębiam się w nim i nabieram jak najwięcej wody do swojego wnętrza. Widzę, jak dno jeziora zamula się podczas, gdy po nim pełzam. Wypływam na brzeg w jakiejś wiosce tubylców, mam wrażenie, że tamtejsi mieszkańcy są chorzy i ci tubylcy przyszli do mnie z prośbą o pomoc. Będąc na brzegu dopełzłam do garca i wypompowuję z siebie tą wodę. Mam wrażenie, że ta woda nabrała w moim wnętrzu uzdrowicielskich wlasności. Po wypompowaniu tego płynu czuję się silna i dumna z siebie. Podnoszę część swojego tułowia do góry jak kobra i rozpoczynam taniec zwycięstwa. Po jakimś czasie widzę siebie znowu w dżungli, w swoim siedlisku na  wielkim drzewie. Ponownie dociera do niego grupka tubylców. Na ich twarzy maluje się uśmiech i wdzięczność. Machają mi przyjaźnie i odchodzą....

Ta wizja towarzyszy mi juz od roku 2006, często powracam myślami do tego podziemia. I choć tematyka się zmienia, mam uczucie wielkiej przynależnosci....



3 komentarze:

  1. Cieszę się siostro ,że Cię ujrzałem -masz znak życia , pracuj z wielką mocą i zaangażowaniem dla idei wzniesienia. Pozdrawiam Cię z miłością Stanisław.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rowniez sie ciesze ze spotkania Stanislawie. Dziekuje i pozdrawiam Cie w Swietle i Milosci.

    OdpowiedzUsuń
  3. piekne miejsce:}}}

    OdpowiedzUsuń