czwartek, 22 grudnia 2011

Medytacja Ciszy





Cisza

Co znajdziesz w ciszy
co wtedy usłyszysz
na pewno Stwórcę Nieskończonego
jesteś w rozgłośni tego Jedynego
to portal do nieskończoności
gdzie dowiesz sie o sobie wielu wiadomości
gdy znudzi ci się zgiełk tego świata
i chcesz sie dowiedzieć o co dalej lata
co leży poza jego granicami
gdy to odkryjesz nikt cię już tutaj nie omami
to modlitwa medytacja
w zgiełku tego życia stacja
z huczącego wodospadu do ogarniającej ciszy przejście
do zaczarowanej groty bezczasu wejście
gdy jesteś w absolutnej ciszy
twoja jaźń wszystko usłyszy
będąc w odmiennym stanie świadomości
jesteś nieskończonością przenikasz do nieskończoności.

(Teresa Chacia)


Kochani. W okresach wszelkiego typu przeciażeń, związanych z nadmierną aktywnoscią, proponuje wam medytację ciszy, ktora polega na całkowitym wyłączeniu wszystkich zmysłów i totalne poddanie sie chwili. Medytację tą wykonujemy z zamknietymi oczyma, wczuwając się wyłącznie w rytmiczny oddech. po jakimś czasie pojawi sie uczucie "zapadnięcia" w głąb siebie. Starajcie się wytrwac w tym stanie jak najdłużej. Jest to klasyczna medytacja mnichow Zen i wszystkich wtajemniczonych mistrzów medytacji. 


"Cisza jesz najwyższym stopniem medytacyjnego wtajemniczenia" Paramahansa Yohananda







W okresie poświątecznym zapraszam na medytację relaksacyjną z zaproponowaną przeze mnie muzyką. Zyczę wam przyjemnego wyciszenia.  





Zyczę wam kochani radosnych Swiat wśród najbliższych oraz  miłego relaksu. 






niedziela, 18 grudnia 2011

Zwierzęta Mocy - Część 2


Poczucie Siły i Mocy

Każdemu z nas przypisane jest określone Zwierzę Mocy, które towarzyszy nam przez całe życie, rozwijając naszą intuicję, rozwijając nasze talenty lub chroniąc nas przed niebezpieczeństwami.

Podczas ostatniej medytacji poznaliśmy za pomoca pracy z nasza podświadomością swoje zwierzę mocy. Jeżeli tak się nie stało, oznacza to, że organizm ciągle jeszcze nie jest dostatecznie zrelaksowany. Zachęcam zatem do wykonywania medytacji relaksacyjnych, zawatrych na tym blogu, bądź innych. Doskonała jest również muzyka relaksacyjna, która pozwoli na odblokowanie podświadomości. Pamiętaj, że twoje Zwierzę Mocy może przyjść do ciebie także podczas snu.
Identyfikacja ze Zwierzętami Mocy pozwala na aktywizowanie pewności siebie, zdecydowania, umiejetności podejmowania szybkich decyzji, czyli cech niezbędnych w życiu zawodowym. Także w codziennym życiu, a szczególnie w okresie szybkiego wzrostu uduchawiania się, Zwierzę Mocy przywoła instynktownie pewność siebie w zderzeniu z życiowymi problemami, uaktywni poczucie mocy i energii a takze wewnętrznego spokoju. 

Medytacja Mocy

Przygotuj się do dzisiejszej medytacji w szczególny sposób. Wyobraź sobie swoje ukochane miejsce marzeń, gdzie się najchętniej zapuszczasz, uciekając od rzeczywistości. Każdy z nas ma takie miejsce. Plaża nad morzem, skarpa nad jeziorem lub rzeką, szczyty gór, piekna kwiecista łąka  lub jaskinia... Jak się tam znajdziesz, przywołaj do siebie własne Zwierzę Mocy lub inne zwierzę, które chciałbyś mieć w tym momencie przy sobie. Dzisiaj myślami wyobraźni staniesz się tym zwierzęciem i spedzisz w jego środowisku najbliższe kilka minut, albo dłużej, jeśli zechcesz. Poproś swoje zwierzę o to i poddaj sie calkowicie swojej podświadomości i wrażeniom, jakie ci to spotkanie dostarczy. Poczujesz ogromną siłę i moc, jaka emanuje z ciebie, podczas gdy jesteś zwierzęciem. Poczujesz także niezwykłą wesołość i cudowną energię miłości, jaką ci  otaczające cię zwierzęta przekaża. Baw się dobrze podczas tego seansu. Pamiętaj, że masz przy sobie swojego duchowego opiekuna, który nad tobą czuwa. Podziękuj mu oraz swojemu zwierzęciu na zakończenie medytacji.

Siła i Moc, jaką ci dzisiaj zwierzęta przekazały, bedzie ci przez jakiś czas towarzyszyć. Korzystaj z niej jak najczęściej, zwierzęta dadzą ci ją zawsze, jeśli się o to do nich zwrócisz.





czwartek, 15 grudnia 2011

Podróże świadomości - Tęcza



Bardzo wieloznaczny seans. Jestem sową, posłaną do Bogów po mądrość. Ten seans był bardzo odmienny od innych. Po raz pierwszy nie byłam w nim sama, lecz z moimi wspóluczestnikami seminarium. W jaskini ujrzałam najpierw moich opiekunów. Tym razem byli to Jezus i Maryja. Zaraz potem ukazała mi się scena z ostatniej wieczerzy. Długi stół, wysokie krzesła. Jezus i Apostołowie zajęci byli dosyć intensywną dyskusją. Ponieważ nie mogłam się skoncentrować na rytuarze przeniesienia świadomości do kuli, podeszłam do Jezusa i podzieliłam się z nim moją rozterką. Natychmiast się mną zajął i pomógł mi się skoncentrować. Uczestniczył w tym procesie i jak już byłam na etapie transformacji świadomości, zamienił mnie w dobrą wróżkę. Poczułam się wspaniale i natychmiast zapragnęłam przyłączyć się do biesiadników. Po podfrunięciu do stołu wieczerzalnego ujrzałam znamienną scenę. Najpierw zobaczyłam skamieniałych Apostolów, przypominających atrapy. Mimo tego obrazu nie przeszła mi moja wielka radość z powodu takiego mojego wcielenia. Z ogromna radością podleciałam do Jezusa i przytuliłam się do niego. Maryję widziałam tylko od czasu do czasu, bardziej sobie jej obecność uświadamiając niż ją realnie widząc.
Ogólnie rzecz biorąc, za każdym razem z dwóch opiekunów, którzy dotychczas mi towarzyszyli, zawsze jeden był bardziej personifikowany i wyraźny. Drugi stał jakby w jego cieniu i był jemu podporządkowany. Tak to odbierałam.
W pewnym momencie zauważylam obecność moich wspóluczestników seminarium, którzy od jakiegoś czasu również siedzieli przy stole wieczerzy. Postacie były niezmiernie wyraźne. Po lewej stronie Jezusa widzialam Chrystiana, który był postacią dominującą w rozmowach, był zresztą bardzo szczęśliwy i rozpromieniony. Obok niego Mara, prześliczna, niemalże anielska. Obok Mary Carsten, jak zwykle spokojny, ale bardzo wyraźnie obserwujący całe towarzystwo. Po prawej stronie Jezusa siedziała Maryja (mogłam to potwierdzić tylko świadomością, nie wizualnie), obok niej Michael, Gabi, Ingeborg oraz Lis. Byłam niezmienie szczęśliwa z faktu, że nareszcie pojawiły się w moim seansie osoby. Dotychczas byłam tylko ja. Radośnie podfrunęłam do każdego i się serdecznie przywitałam. Potem przytulilam się do Gabi serca, bo bardzo chciałam poznać tajemnicę jej talentu malarskiego. Znajdowałam coraz więcej przyjemności w tym towarzystwie. Usiadłam Michaelowi na łysince, czole, nosie i zjeżdzałam z niego jak ze zjeżdzalni na placu zabaw. Bardzo glosno się przy tym śmiałam. Przygladając się Chrystianowi przypomnialam sobie o dręczącym go problemie. Od jakiegoś momentu nie mógł się koncentrować na seansach i nic nie odbierał. Chciałam za wszelką cenę znaleźć przyczynę. Nagle zauważyłam przy nim na stole jakiś żelazny przedmiot. Zaczęłam mu się bardzo uważnie przygladać i nagle spostrzegłam coś w rodzaju kajdanów, metalowe dyby z zębami. Jak ten przedmiot rozpoznałam, pojawiła mi sie natychmiast inna scena. Zobaczyłam Chrystiana w lochu starodawnego zamczyska z jedną nogą przykutą kajdanami i łańcuchem do muru. W tym samym momencie odczułam dźwięki CD rozpoczynające start w kosmos. Nasi goście zaczęli się już przygotowywać do startu. Wiedziałam, że jest to ostatni moment, w którym możemy uwolnić Chrystiana. Zawołałam energicznie całe towarzystwo z prośbą o pomoc w jego uwolnieniu. Wspólnym wysiłkiem wyrwaliśmy ten łańcuch i udalismy się na start. Rzeczywiście, w tym momencie znalazłam sie już sama w próżni. Nie widzialam nic oprócz czerni i niewielkiej ilości gwiazd. Dosyc dlugo znajdowalam sie w tym stanie, wiec poprosilam moich opiekunow o spotkanie z moim przed wieloma laty zmarlym bratem Jarkeim. Pojawil sie, ale nie bylo to tak serdeczne przywitanie, jakiego oczekiwalam. Nie czulam tez jego obecnosci tak, jak powinnam, znajac moje stany emocjonalne zwiazane z jego osoba. Bylam dosyc mocno zaskoczona. I poza tym, Jarek zastapil na jakis czas Maryje, byl przez jakis czas wyraznie jedynym towarzyszem Jezusa. Mialam ogromne pragnienie spotkania moich zmarlych czlonkow rodziny. Tatusia, mamy, dziadkow z obu stron , rodzenstwa rodzicow. Jarek powiedzial mi, ze to wlasciwie nie jest zaprogramowane w moich seansach, ale jesli chce, to moge sie spotkac. Wtedy znalezlismy sie w windzie, w ktorej ponownie spotkalam moich znajomych, winda miala ograniczona przestrzen i czulam wyraznie, ze jest wypelniona po brzegi. Jechalismy do gory. Zatrzymala sie na jakims poziomie, wysiedlismy wtedy znowu w trojke (Jezus, Jarek i ja). Bylo calkiem bialo. Wielka biala sala bez okreslonych przestrzeni, w srodku rozpoznaje moich bliskich, stojacych w grupce, tak jakby zostali wyselekcjonowani specjalnie na to spotkanie. Poznalam wszystkich, ale nie zauwazylam mamy. Zero emocji. Co sie dzieje? Przyblizam sie do nich, witamy sie, ale co sie dzieje? Dlaczego nie placzemy, nie cieszymy sie z tego spotkania? Jak bym byla w innym filmie. Nic nie rozumie. Wydawalo mi sie, ze spotkania ze zmarlymi sa czescia skladowa tych seansow. Mara opowiadala o spotkaniu ze swoja mama, o tym, jak bardzo plakala i jak bardzo bolesne bylo to spotkanie. Co sie dzieje ze mna? Czyzbym byla z kamienia? Nieczula, bez serca? Ale moi najblizsi tez nie okazali wiekszej emocji. To byla projekcja, nie bylo prawdziwego spotkania. Tak sadze. Po tym szoku znalazlam sie juz sama w zupelnie innej scenie. Bylam sowa siedzaca na galezi. Nagle sie od niej oderwalam i polecialam jakims tunelem. Po dosyc dlugim locie znalazlam sie w malowniczej panoramie, z przepiekna tecza. Przelatywalam slalomem pomiedzy poszczegolnymi kolorami teczy, powtorzylam to kilkakrotnie. Nastepnie znalazlam sie chyba w najwyzszych sferach boskich, usiadlam na otwartej dloni chyba naszeg najwyzszego ranga boga, moze jednego z jego dostojnikow. Przynajmniej taka byla atmosfera tej wizji. Siedzialam na dloni i w tym momencie odezwaly sie dzwieki odwrotu. Powrotu do jaskini. Bardzo zalowalam, ze nie moglam spedzic „tam na gorze” wiecej czasu z ta boska postacia. Musialam wracac, oderwalam sie od dloni i wtedy ta boska postac puscila w moim kierunku kule, ktora podnioslam. Pojawily sie tez biale kartki papieru, ktore jakby fruwaly, lagodnie rzucone razem z kula. Powrot do jaskini, powrot do ludzi i na lad. Towarzysza mi Jezus i Maryja. Rozmawiam z jezusem i przypominamy sobie, ze juz raz u mnie byl. Wtedy bylam malym dzieckiem, lezacym w szpitalu z bardzo powaznym poparzeniem. Lezalam pol roku w szpitalu. Mialam dwa i pol roku. Wtedy mnie Jezus odwiedzil i pomogl wyzdrowiec. Tej sceny do dzisiaj nie zapomnialam. Zegnajac sie z moimi toawrzyszami ukleklam i pocalowalam ich w reke. Bylam szczesliwa, ze moglam w ich towarzystwie spedzic tyle czasu.

niedziela, 11 grudnia 2011

Zwierzeta Mocy - Czesc 1

Pierwsze spotkanie

Na drodze samorozwoju konieczne jest poznanie nie tylko wlasnej Nadswiadomosci, zwanej innaczej Wyzsza Jaznia, ale takze swojego Podswiadomego JA. W tym moga nam pomoc  ZWIERZETA MOCY.  Uwazamy, że ludzki umysl, pamiec i swiadomosc calkowicie nas oddzielily od swiata zwierzecego, ale to iluzoryczne przeswiadczenie. Tak naprawde nasze cialo i znaczna czesc psychiki wciaz tkwia w tym swiecie.  Sprobujmy odkryc ta tajemnice.
Wedlug wierzen indian meksykanskich, posiadamy blizniacza dusze, naszego opiekunczego ducha, ktory przyjmuje postac zwierzecia. Warto jest dowiedziec sie, jakie zwierze jest najblizsze naszej naturze, i korzystac z jego mocy i madrosci. Istnieja wierzenia o przyjaznym wewnetrznym jednoczeniu sie ze zwierzetami i korzystaniu z ich pomocy. Od szamanow wiemy, ze w kazdym z nas tkwi totemiczne zwierze: wilk, czy jelen, zolw, waz, zaba, tukan, krokodyl, mysz , krolik, lew, tygrys, czarna pantera, moze kot? Zwierze to dzieli sie z nami energia, obdarza nas swoimi pozytywnymi cechami, pomaga symbiotycznie scalac sie z otoczeniem, leczyc, poznawac tajemnice przyrody. Ich wizualizacja podczas medytacji powoduje lepszy kontakt z cialem, z  podswiadomoscia a takze rozwoj intuicji, jakze waznej w naszym zyciu i w procesie duchowego wzrastania.  Intuicja jest niczym innym, jak  bezposrednim przezyciem rzeczywistosci, z jaka konfrontowani bylismy we wczesniejszych inkarnacjach. Czyli, jest kluczem do naszej prawiedzy. I tym kluczem moga byc przywolane do nas ponownie ZWIERZETA MOCY.

W czasie wizualizacyjnych podrozy po swiecie podswiadomosci, albo podczas marzen sennych, zwierzeta mocy prowadza nas do miejsc, w ktorych dostajemy odpowiedzi na pytania albo rozwiazujemy problemy.  Szamani korzystaja z ich madrosci i mocy od tysiecy lat. My takze mozemy to zrobic za pomoca techniki medytacji wizualizacyjnej, poddajac sie strumieniowi obrazow wyplywajacych swobodnie z naszej przebudzonej podswiadomosci.

Jest to bardzo korzystny proces,  w ktorym nawiazujemy lacznosc ze spuscizna naszej prapamieci. Przed tysiacami lat wszyscy bylismy szamanami. Korzystajmy wiec z mocy naszej wyzwolonej wyobrazni, sluchajac wewnetrznego podszeptu naszego Zwierzecia Mocy!  

Medytacja

Usiadz wygodnie w ulubionej pozycji do medytacji. Wycisz sie, spokojnie oddychaj. Przywitaj swojego duchowego opiekuna, ktory dzisiaj poprowadzi cie na spotkanie z twoim Zwierzeciem Mocy. Oczyma wyobrazni przenosisz sie na piekna duza lake, pelna kolorowych kwiatow i roznorodnych drzew. Jezeli kochasz wode i czujesz milosc do np. delfinow, wyobraz sobie, ze w bezposredniej bliskosci tej pieknej laki jest morze. Wybierz sobie jedno z drzew i usiadz pod nim. Oprzyj sie o niego plecami. Delektoj sie pieknem natuy, w ktorej sie teraz znajdujesz. Spokojnie czekaj na pojawienie sie przy tobie jakiegos zwierzecia. Pojawilo sie ich wiecej? Jednak tylko z jednym nawiazujesz  blizszy kontakt. Wytrwaj spokojnie w tej scenie. Pozwol zwierzeciu zaprzyjaznic sie z toba, dac znak, ze jest twoim Zwierzeciem Mocy.  Jaki to znak? Co czujesz w tym czasie? Jezeli jest to uczucie spokoju, radosci i milosci do zwierzecia, jest ono na pewno twoja blizniacza dusza. Wytrwaj z nim jak najdluzej.  Korzystaj z danej ci mozliwosci kontaktu z nim, procesu przebudzenia podswiadomosci i prapamieci.  Bez wzgledu na to, jakie zwierze ci sie objawilo, nie boj sie, zaufaj swojemu duchowemu opiekunowi, ktory cie teraz  chroni.

Zakoncz medytacje, dziekujac swojemu duchowemu opiekunowi za umozliwienie jej. Podziekuj takze swojemu Zwierzeciu Mocy za ujawnienie sie.  Jezeli mozliwe jest nawiazanie z nim cielesnego kontaktu, przytulcie sie na pozegnanie. Twoje Zwierze Mocy juz cie nie opusci, pozostanie z toba juz na zawsze.





"Czlowiek jest dowodem boskosci zwierzecia"
                                     - Hugo Dionizy Steinhaus - 



czwartek, 8 grudnia 2011

Podróże świadomości - Tor druidów



Jestem pastorem i służę kościołowi. Pojawiam się w jaskini i dostrzegam moich opiekunów. Tym razem są to wysocy dostojnicy kościelni. Ubrani w odświętne stroje, długie pozłacane sukmany, na głowie zdobione mitry. Witam ich serdecznie po czym udaję się na brzeg jeziora żeby przystąpić do mojego zadania. Przyciągam oczami światełko, które usadawia mi się na czole na wysokości trzeciego oka. Swiatełko zamienia się w kulę, do której wchodzę swoją świadomością. Jestem w kuli i zaczynam się unosić, dostrzegam, że jaskinia zamienia się w ogromny kosciół. Uniosłam się pod sam szczyt tej kaplicy, przygladałam się pięknym witrażom i malowidłom. W miedzyczasie czesto pojawial mi sie obraz malej podalpejskiej lub alpejskiej miejscowosci, w Szwajcarii, Austrii lub Niemczech. Widzialam domy, czesciowo pokryte sniegiem gory, kosciol. Obrazy mogace pochodzic ze sredniowiecza, ale mogly byc takze wspolczesne. Tuz przed calkowitym opuszczeniem koscielnej jaskini oblecialam lotem ptaka cala kule ziemska. Takze symboliczne obrazy. Bylam w indyjskiej swiatyni, w Tybecie,  Afryce, Brazylii, Watykanie, potem przenioslam sie autentycznie w sredniowiecze. Obraz mial kolory brazowe, szare i czarne. Nie widzialam zadnych innych kolorow. Znalazlam sie w roznych miejscach, ale zawsze byly to iejsca zwiazane z kosciolem. Klasztory, zamczyska, koscioly. W pewnym momencie przyblizylam sie do kamiennego sarkofagu, kamiennego ciala, zblizylam sie na milimetry do twarzy po czym weszlam do srodka tego kamiennego ciala. Wydostalam sie na zewnatrz jako ksiadz w dlugiej brazowej sukmanie, idac do jakiegos domu w miasteczku. Otworzono mi, weszlam do domu i udalam sie prosto do pokoju, w ktorym w lozku lezal bardzo stary umierajacy mezczyzna. Jeszcze zyl. Dalam mu ostatnie namaszczenie, czulam pokore, smutek. Zrozumialam, ze jest to moja misja w tym seansie. Jestem ksiedzem dajacym ostatnie namaszczenie umierajacym lub zmarlym. Potem znalazlam sie na polu dawnej bitwy, na ktorym musialy spoczywac dziesiatki tysiecy poleglych. Szlam rowem szerokosci okolo metra i wysokosci okolo 2 metrow, po lewej i prawej stronie w ziemi zagrzebane byly kosci i czaszki, resztki poleglych, widoczne poprzez te wykopy. Tragiczne miejsce, mialam wrazenie przez moment, ze jestem w Oswiecimiu, Holokaust. Znalazlam sie potem na normalnym cmentarzu i namaszczalam kadzidelkiem groby. Pomyslalam, ze jezeli juz mam do czynienia ze zmarlymi, to chcialabym zobaczyc moich zmarlych czlonkow rodziny. Zagladalam do innych domow, szukalam. W pewnym momencie znalazlam sie przed wielkim zamczyskiem, weszlam na jego dziedziniec, potem do srodka. Ujrzalam wielka sale, po srodku ktorej stal bardzo dlugi stol przy ktorym siedzialy dziesiatki zakonnic. Szacunkowo okolo 60 osob. Podchodzilam do kazdej z nich i przygladalam sie ich twarzom, ale nie rozpoznalam zadnej znajomej mi osoby. Troche bylo mi zal, ze nie spotkalam moich najblizszych. Powoli przyszedl czas powrotu do jaskini. Tam jak i na poczatku, zastalam obraz komnaty koscielnej i wielu ksiedzy oraz moich dwoch opiekunow – dostojnikow. Z jaskini-kosciola wyszlismy jako procesja, prowadzona przez moich dostojnikow. Na poczatku procesji niesiony byl krzyz. Po calkowitym wyjsciu z jaskini wracalam droga do brzegu morza juz tylko z moimi dwoma opiekunami. Czulam i szanowalam ich dostojnosc i range. Nie bylo skrotow, skokow do wody. Spokojny spacer droga do lodzi. Wsiedlismy do bardzo zwyklej lodzi, doplynelismy do ladu. Rozstanie, podziekowanie, blogoslawienstwo od obojga. Nie pamietam, czy i o czym rozmawialismy. Ale zapamietalam uczucie szacunku do nich. I bylam pod silnym wrazeniem tego scenariusza, tak klarownego obrazu, jakbym tam byla naprawde. 

niedziela, 4 grudnia 2011

Medytacja drzewa


Drzewa sprzyjaja wyciszeniu i medytacji. To wlasnie pod drzewem medytowal Budda i tam osiagnal oswiecenie.
Drzewa emanuja zdrowa energie, moc i sile, sa jednoczesnie doskonalymi przekaznikami kosmicznej energii. Otaczajace je silne pole energetyczne wplywa na ludzka dusze i emocje.   
W dzisiejszej medytacji uzyjemy drzewa w celu uziemienia, ktore jest istotnym elementem rozwoju duchowego.  Uziemianie pozwoli nam na zachowanie rownowagi pomiedzy procesem wznoszenia, oderwania od stanu fizycznego, towarzyszacego czesto stanom medytacyjnym, a sprawami codziennego zycia, czyli domem, rodzina i praca. Pozwoli ono rowniez na scalenie sie w naszym ciele witalizujacej energii Ziemi z praniczna energia kosmosu. 

Medytacja:
Usiadz na krzesle z wyprostowanym kregoslupem, ukladajac rece na udach, kolana i stopy sa lekko rozlaczone. Przyjmij wygodna pozycje, rozluznij i wycisz sie. Zamknij oczy i wyobraz sobie, ze stopy zaczynaja wypuszczac do ziemi korzenie, coraz glebsze, coraz silniejsze. Poczuj, jak energia Ziemi wplywa poprzez te korzenie do twojego ciala. Masz wrazenie, ze stajesz sie drzewem. Czujesz, jak razem z nim wzrastasz, stajesz sie silnym konarem z ktorego wypuszczasz galezie, one sie stale rozdwajaja i dalej rosna. Ujrzyj piekne, dorodne lisciaste drzewo, ktorym jestes. Na galeziach kolysza sie liscie na wietrze i tworza piekna, regularna korone. Lekki wiatr gra z twoimi liscmi i delikatnie cie kolysze. Pozwol swojemu cialu odprezyc sie i lekko kolysac na wietrze, oddychaj cicho i regularnie, gleboki wdech i wolny wydech. Wyobraz sobie, jak wdychasz w siebie wiatr. Wraz z nim przyjmujesz w siebie sily nieba a energia praniczna laczy sie w tobie z energia Ziemi w jednosc. Jestes drzewem, jestes dzieckiem Gaji, elementem wszechswiata. Otrzymales od drzewa moc i sile. Jestes zyciodajna energia. Jestes zyciem.
Wytrwaj w tym stanie tak dlugo, jak potrafisz a nastepnie, wracajac do rzeczywistosci, podziekuj swojemu duchowemu opiekunowi za prowadzenie cie w tej medytacji. Podziekuj rowniez drzewu za okazana pomoc.

Uziemienie jest waznym i niezbednym faktorem. Moze byc wykonywane rowniez podczas spacerow, poprzez przytulenie sie do drzewa i nawiazanie z nim mentalnego kontaktu lub poprzez krotkie wyciszenie a nastepnie mentalne zapuszczanie korzeni jak najglebiej do wnetrza Ziemi. Wytrwaj w tym stanie 3-5 minut.   




         "Drzewo jest moca, ktora powoli wznosi sie ku niebu"
                                                 Antoine de Saint-Exupery




czwartek, 1 grudnia 2011

Podróże świadomości - W Mikrokosmosie




Tym razem moja kosmiczna wyprawa sprowadzila sie do mikrokosmosu, czyli podrozy w holoskopie mojego organizmu. Tym razem w jaskini czekaja na mnie krol i krolowa. Ubrani sa w niezwykle przepyszne szaty. Witam ich z szacunkiem, po czym przyciagam wzrokiem swiatelko z jeziora, zamieniam sie w kule, pakuje do niej swoja swiadomosc i juz jestem w stanie niewazkosci. Na tafli jeziora zaczely sie pojawiac przewody, sznury, linie, potem juz w calej jaskini. Te linie byly wielokolorowe, przypominaly swiatlo laserowe lub prad. Na samym jeziorze pojawily sie biale lampeczki z dlugim bialym przewodem, zakonczone kuliscie, z duzym okiem w srodku. Wygladaly bardzo zabawnie, totez mnie rozbawily. Podjechalam do jednej, spojrzalam w to oko i spytalam, kim jest. Odpowiedziala mi, ze jesli chce to uslyszec, to prosze – chwycila mnie jak magnesem gdzies w srodku, zamienilam sie w wielka grajaca plyte (LP) a ta lampka w gramofon. Zaczelam wirowac wokol wlasnej osi jak LP, ale nie slyszalam zadnej muzyki. Puscila mnie, bylo mi bardzo wesolo, smiejac sie unioslam sie nad jezioro i patrzylam na to cale zjawisko z gornej perspektywy. Zwiedzajac jaskinie zauwazylam, ze zamienila sie w krolewska komnate. Jej piekno bardzo silnie mnie urzeklo. Ta komnata rozpolowila sie i rozwarla swoje lewe i prawe skrzydlo w gornej kopule, tworzac otwarty amfiteatr. Przez moment wylecialam z niej na zewnatrz, a raczej katapultowalam gdzies w kosmos i wtedy znalazlam sie na naszej galaktyce, na mlecznej drodze. Zwiedzilam ja dokladnie, szukalam usadowienia ukladu slonecznego. Zafascynowaly mnie tez kolory, ktore ujrzalam na naszej galaktyce. Dominowalo duzo fioletu i bieli, widzialam tez wszystkie kolory teczy. Zobaczylam ta galaktyke z lotu ptaka, potem rozgladalam sie, czy pojawia mi sie nastepne. Ale nie, nic wiecej mnie nie zainteresowalo, dlatego zdecydowalam sie wrocic do mojej komnaty. Delektowalam sie pobytem w tej komnacie, bylo mi bardzo przyjemnie odczuwac tez komfort czasu, ktory Michael przeznaczyl w swoim seansie na pobyt w jaskini. Nagle pojawila sie potezna reka, ktora przyblizyla sie do mnie chwycila mnie opuszkami palcow, uniosla do gory i zostawola mnie gdzies w kosmosie. Od tego czasu bylam juz tylko tam, ale nic nie przypominalo poprzedniego seansu. Tym razem widzialam zupelnie inne ksztalty, materie i kolory. Kolory teczy. Najbardziej zafascynowaly mnie te niezliczone ilosci pojawiajacych sie przewodow i kanalow. Widzialam wyraznie prad. Wyladowania i produkcje, jego wysylacze i przesylane energie. Mialy kolor niebieski, bialy, zolty, rozowy lub jasno czerwony i fioletowy. Wpadalam do roznych tuneli, tylko ze teraz te tunele byly inne, mialy inne kolory i materie. Czasem podroz w nich trwala bardzo dlugo, po wylocie z nich nie bylam gdzies w innym kosmosie, lecz nadal czulam to samo srodowisko. Czasem czulam sie jak w wodzie, czulam srodowisko wodne, jakbym byla zanurzona w oceanie, a wyplywajac na zewnatrz znow wracalam do tego samego srodowiska. Poza przewodami i wyladowaniami pradu nie widzialam zadnych figur geometrycznych. W pewnym momencie zauwazylam jakis ciemny, duzy, kulisty obiekt. Zblizylam sie do niego, zeby poznac jego strukture. Zaczelam sie jej intensywnie przygladac, az nagle ta kulista struktura okazala sie byc wielka opona, ktora wytoczyla sie z jakiegos miejsca i potoczyla w nieskonczonosc. To mnie bardzo rozbawilo. Zaczelam sie spazmatycznie smiac, z trudem musialam ten smiech opanowac. Jednoczesnie zastanowil mnie fakt, ze bylam przy tej oponie tak mikronowo malutka. Wtedy doznalam olsnienia. Ja nie bylam w kosmosie, lecz wewnatrz wlasnego organizmu i jako malenka mikronowa czastka go zwiedzalam. To olsnienie wywolalo z kolei uczucie ekstazy. Uczucie to bylo tak silne i zarazem tak piekne, ze plakalam ze wzruszenia. Dalej, ale juz z pelna swiadomoscia zwiedzalam moje cialo. Uswiadomilam sobie, ze miejscem, z ktorego wyleciala ta opona, to bylo serce, na ktorym wczesniej czesto czulam ucisk. W jakims momencie znalazlam sie w glowie. Widzialam trabki uszne, o, pomyslalam, moze mozemy cos zrobic, zeby uwolnic sie od tego okropnego tinitusa. Probowalam znalezc przyczyne, ale mi sie to nie udalo. Wciagana bylam dalej do mozgu i tam bylo to zbyt skomplikowane. Czulam sie jak w centrum komputerowym, ktorego procesor pracowal z predkoscia milionow uderzen na sekunde. To tempo bylo dla mnie zbyt duze i choc trwalo to tez tylko ulamek sekundy, cieszylam sie, ze moge sie znalezc gdzies w okolicach trzeciego oka. Tu chcialam sie naprawde duzo dowiedziec, a raczej zobaczyc. Czulam, ze znalazlam sie w centrum prawdy. Przyblizalam sie do niego z duzym podnieceniem, gdy nagle uslyszalam, a raczej poczulam sygnal do odwrotu. Musielismy wracac do jaskini. Wtedy znalazlam sie w przewodzie, ktorego kolor i struktura przypominaly pepowine noworodka. I tak sie poczulam. Dlugo lecialam tym kanalem, cala moja swiadomoscia i kazda czastka mojego ciala znajdowalam sie w tej pepowinie. Moja swiadomosc odebrala to jako nowe narodziny. Wydostalam sie, a raczej wylecialam z niej bardzo lagodnie w rece moich obojga opiekunow, ktorzy schyleni oczekiwali juz na moj powrot. Bylam malenstwem, lezalam w malym lozeczku albo na kocyku. Czesc mnie wstala ze mnie jako dorosla „JA”, podeszla do moich krolewskich opiekunow i rozmawiala z nimi. Moja glowna swiadomosc zostala jednak we mnie jako dziecku. Zawolalam swoja swiadomoscia do moich opiekunow, ze ja nic nie slasze, o czym oni rozmawiaja i wtedy odpowiedzieli mi:  jeszcze nie mozesz rozumiec, o czym rozmawiaja dorosli, przeciez jestes noworodkiem! Pieknie, pomyslalam, a jak sie ma do tego ta moja czesc, ktora z wami rozmawia? Poprosilam moich opiekunow, zeby pomogli mi wrocic w calosci do mnie. I wtedy podali mi rece i wyciagneli mnie z ciala noworodka. Ceremonia zakonczyla sie wyjsciem z jaskini, powrotem na brzeg wyspy, doplynieciem do ladu. Pozegnalam sie z moimi opiekunami. Powrot do rzeczywistosci byl bardzo trudny. Swiadomosc nowonarodzenia nie opuscila mnie jeszcze dlugo. Opowiadajac grupie moje wrazenia porodu nie moglam powstrzymac placzu. To bylo bardzo silne emocjonalnie przezycie.